Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

Królowa Nocy i Królowa Śniegu

Dodaj komentarz

10/01/2013 23:11:11

                                                                                                                                                                                                                                           Eddzie Moser

 Są wielkie teksy kultury, które ukazują nam dwuznaczność albo i wieloznaczność natury dobra i zła.  Dla mnie – może wskutek zwykłej ludzkiej fascynacji i zachwytu pięknem opowiadanej historii – są dwie takie postaci i dwie opowiedziane przez ich twórców historie. To Królowa Nocy Mozarta i Królowa Śniegu Andersena. Noc i śnieg kojarzą nam się z kolei w sposób oczywisty z Winterreise Schuberta, jej smutkiem, jej ciemnością, jej chłodem. Obie postaci – z Mozarta i Andersena – są, delikatnie mówiąc, dość odrażające, ale zadają nam jakże ważne pytania. Obie władczyni ciemności i chłodu były piękne i doskonałe: Oto jak widział Królową Śniegu Kay, mały bohater baśni Andersena: była bardzo ładna; nie mógł sobie wyobrazić mądrzejszej i piękniejszej twarzy; teraz nie wydawała mu się już z lodu jak przedtem, kiedy ją widział za oknem, gdy kiwała do niego; w jego oczach była doskonałością, nie bał się wcale, opowiedział jej, że potrafi rachować z pamięci i nawet z ułamkami, że wie, ile kwadratowych mil liczy kraj i ile ma kraj mieszkańców, a ona uśmiechała się bez przerwy; wtedy pomyślał sobie, że wie jeszcze za mało, i spojrzał w wielką, wielką przestrzeń, a ona leciała z nim wysoko ponad czarnymi chmurami, wicher szumiał i wył, tak jakby śpiewał stare pieśni […] Kay patrzył nań przez całą długą zimową noc; w dzień zaś spał u jej stóp.Symbolem doskonałości i piękna, przynajmniej w muzycznym znaczeniu, jest siostra Królowej Śniegu – mozartowska Królowa Nocy. Reżyserowie i scenografowie zawsze starali się pokazać ją jako piękną i kochającą matkę, a w tej sugestii najdalej chyba, najbardziej odważnie posunął się autor słynnej berlińskiej scenografii Czarodziejskiego fletu z berlińskiej premiery dzieła w roku 1816. Karl Friedrich Schinkel przedstawił Królową Nocy z koroną na głowie spływającą na półksiężycu z nieba, otoczoną regularnymi rzędami gwiazd. Była to oczywista i dla wszystkich zrozumiała aluzja do ikonograficznych przedstawień postaci Najświętszej Marii Panny i do symbolizującej Jej osobę Gwiazdy Zarannej.

Królowa nocy

 Dopiero w drugim akcie swego filmu Ingmar Bergman pokazał prawdziwe jej zło, brzydotę i starość. Królowa Śniegu każe młodemu chłopcu ułożyć słowowieczność. Ileż w tym głębi, ile niepokoju, ile strachu. I ile zarazem tego, co frapowało i fascynowało niemal wszystkich myślicieli – filozofów, teologów, naukowców –  od dawna, od początku: czym jest wieczność i czy w ogóle jesteśmy w stanie to pojąć, po ludzku zrozumieć? Królowa Nocy w Czarodziejskim flecie Mozarta śpiewa tylko dwie arie. W pierwszej jest kochającą matką; w drugiej okrutną wiedźmą, która nakazuje własnej córce zamordować jej głównego przeciwnika. Obie królowe mogą fascynować i zaczyna się problem. Dlaczego Królowa Nocy jest muzycznie najdoskonalszą postacią opery Mozarta i Schikanedera? Jaki majestat sobą uosabia? Dlaczego Królowa Nocy jest tak pociągająca w sensie nie tyle tylko seksualnym, bo ten aspekt w rachubę nie wchodzi, ale jako ktoś, kto urzeka złem. Na czym to polega? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Obie królowe są w ludzkim rozumieniu atrakcyjne, bo zło potrafi być często fotogeniczne, a dobro nie zawsze. Królowa Nocy, bo jest władczynią świata ciemności, czyli tego, co poza światłem się dzieje i zawsze otoczone jest nimbem tajemnicy; Królowa Śniegu, bo jej świat jest tam, gdzie zwykle nie bywamy, ale być może chcielibyśmy być; w mitycznej krainie wiecznego lodu, wiecznego zimna, wiecznego rozmyślania o istocie bycia i życia. Są to w gruncie rzeczy dwa imiona tego samego zjawiska, któremu na imię śmierć. Ani Królowa Nocy, ani Królowa Śniegu nie doprowadziły swoich bohaterów do ostatecznej granicy życia, ale sama ich obecność jest widocznym znakiem naszego odchodzenia. Wielka wartość tych dwóch znakomitych postaci polega na tym, że w sposób być może podświadomy – na poziomie baśni czy przypowieści – przygotowują nas na tę drogę ostatnią, o której nikt z nas z reguły nie chce pamiętać, ale która nikogo z nas nie ominie. Dlaczego o tym piszę? Bo kiedyś zachwyciłem się mozartowskimi kreacjami Eddy Moser. Jakaż to była prawda tego, co w sztuce właśnie prawdą nazywamy, a nie zmyśleniem, by odwołać się do sławnego tekstu Goethego. To Edda Moser wiele lat temu zainspirowała mnie do tego, by  pomyśleć o Królowej Nocy i Królowej Śniegu jako o postaciach w gruncie rzeczy tożsamych, bo w moim przekonaniu na szlakach kultury Starej Europy takie postaci są identyczne, przenikają się nawzajem, tylko inne mają imiona. Co mnie tak bardzo zachwyca w kreacjach Eddy Moser? Prawda. Doskonałość. Głos. Autentyczność. A nade wszystkim wielkie kreacje teatralne, bo teatr muzyczny jest teatrem, a nie czymś, co potocznie nazywamy operą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s