Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O byciu w błękicie

Dodaj komentarz

24/11/2012 20:44:00

                                      Wszystkim moim bliskim, którzy odeszli
 

       Jeśli odchodzi na zawsze ktoś nam najbliższy, tym bardziej chcę się z nim rozmawiać. To pewien paradoks, bo kiedy był jeszcze tutaj nie zawsze mieliśmy okazję na dialog. Są takie choroby, które rozmowę wykluczają, zwłaszcza te, które wiążą się ze starczym otępieniem, a zwłaszcza z chorobą Alzheimera. Paradoks drugi jest taki, że kiedy najbliżsi nam ludzie umierają umożliwiają nam dialogi osobliwe, który św. Augustyn nazwał Solilokwia, czyli rozmowy z samym sobą. Tak o tym pisał w roku 387: Ponieważ rozmawiamy ze sobą  w samotności, chcę nadać tym naszym rozważaniom nazwę i tytuł „Solilokwia”. Jest to wprawdzie nazwa nowa, może nawet niezręczna, ale dość dobrze myśl moją wyraża. Najłatwiej szukać prawdy przy pomocy pytań i odpowiedzi ale trudno znaleźć człowieka, który nie wstydzi się ulec w dyskusji. […] Sądzę więc, że najmądrzej i najostrożniej jest szukać prawdy przy pomocy Bożej tak, jak to właśnie postanowiliśmy, to znaczy w samotnej rozmowie, w której ja ciebie pytam, a ty mi odpowiadasz.  To jasne, że nie ma tu dialogu z kimś, kogoś na świecie już nie ma, że jest to wyłącznie monolog, ale skierowany w stronę albo naszej wyobraźni, albo naszej wiary. Jest to też naturalna potrzeba rozmowy, która nie jest już możliwa, ale która stanowi o sensie naszego człowieczeństwa i chęci podzielenia się sprawami ważnymi, błahymi, istotnymi i śmiesznymi z osobami nam najbliższymi. W takich sytuacjach mówię o byciu w błękicie. Nie jest to wyłącznie metafora śmierci, bardziej metafora innego bycia, innego świata,  innej – nam na razie niedostępnej – rzeczywistości, nawet jeśli w nią nie wierzymy. W Ewangelii wg świętego Jana jest taki krótki, ale wielce intrygujący dialog między Jezusem a Piotrem: Jezus powiedział: „Teraz Syn Człowieczy dostąpił chwały, ale i w  Nim Bóg doznał chwały. […] Dzieci, krótko już  będę przebywał z wami. Będziecie mnie szukać, lecz teraz powtarzam wam to, co powiedziałem Żydom: >Dokąd Ja odchodzę, wy nie możecie się udać>. Daję wam nowe przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali. Podobnie jak Ja was umiłowałem, tak i wy macie miłować jeden drugiego. Po tym wszyscy rozpoznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli się będziecie się wzajemnie miłować”. Wtedy odezwał się do Niego Szymon Piotr: „Panie, dokąd chcesz odejść ?” Jezus mu odrzekł: „Dokąd Ja idę, ty teraz nie możesz pójść ze mną, później jednak pójdziesz”. Czy mowa tu o otchłani śmierci, czy też o wiecznej szczęśliwości raju? Zapewne o jednym i drugim, dla mnie jednak jest to z ludzkiego punktu widzenia opis drogi śmierci. Kultura od wieków, od swoich pradawnych początków próbowała oswoić śmierć, wyznaczając perspektywę eschatologiczną w niebie, które zarówno w ikonografii, jak i w naszym codziennym myśleniu, intelektualnych wyobrażeniach, mieściło się nad naszymi głowami, w błękicie, w tym, co nazywamy niebem, kiedy instynktownie wznosimy oczy w górę, jak na obrazie Chrystusa pędzla El Greca. W górę wznosimy też nasze serca, wypowadając w liturgii mszalnej słowa sursum corda – w górę serca. Człowiek zawsze szukał sfery niebieskiej w górze, a sfery piekielnej na dole, w otchłani, w paszczy Lewiatana, znanej z wielu przedstawień malarskich, między innymi z bardzo sugestywnej wizji, którą namalował Pieter Bruegel Starszy w obrazie Dulle Griet, dziś znajdującym się w Museum Mayer van der Bergh w Antwerpii. Pięknie o fenomenie błękitu i jego symbolicznym znaczeniu w kulturze europejskiej napisał Zbigniew Herbert w wierszu Kłopoty małego stwórcy:

podwójnym oczu uderzeniem

utwierdziłem niebo

i z szaleńczą fantazją

nadałem mu kolor niebieski

 

      Kolor niebieski to nie tylko postrzegana wzrokiem, czyli jednym z najważniejszych naszych zmysłów, barwa, ale także zakotwiczony w naszej kulturze kolor nieba, stąd wieloznaczność tej poetyckiej metafory. Jest też w pewnym sensie kolorem kosmosu, chociaż wiemy, że tam nasze ziemskie realia nie mają właściwie sensu. Potrzeba rozmowy z naszymi bliskimi, którzy odeszli, jest odruchem naturalnym, zrozumiałym i zwłaszcza nam, żywym, potrzebnym. W takich sytuacjach zawsze patrzę w niebo, a na pytanie, gdzie jest moja mama odpowiadam, że jest w błękicie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s