Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O Hiobie

Dodaj komentarz

16/06/2012 01:10:29

 Januszowi Pasierbowi

 

Hiob jest jedną z najbardziej wzruszających postaci w dziejach europejskiej i światowej kultury. Kiedy myślę o Hiobie, boję się, że w sytuacjach skrajnych z pewnością mu nie sprostam. Konieczność odchodzenia i umierania jest rzeczą oczywistą, ale konieczność cierpienia wcale tak oczywista nie jest. Czego uczy nas Hiob albo czego może nas nauczyć? Na pogrzebie mego przyjaciela, Janusza Stanisława Pasierba, ksiądz biskup pelpliński Jan Bernard Szlaga, przywołał słowa biblijne, które mną wstrząsnęły: I spodobało się Panu zmiażdżyć go cierpieniem. To jest sytuacja Hioba. Bóg odebrał Hiobowi wszystko. Życie, nadzieję, rodzinę, dzieci, wszystko, co w życiu miał. Był to potworny zakład między Bogiem a Szatanem. Księga Hioba jest jedną z najbardziej niezwykłych ksiąg Starego Testamentu. Jest to przypowieść o okrucieństwie Boga w sporze z Szatanem, ale zarówno o ludziach, którzy padli tego sporu ofiarą. Cały bezsens tego dyskursu polega na tym, że nic nie wiemy ani o zamiarach Boga, ani o zamiarach Szatana. To wszystko, co wiemy pochodzi z pism natchnionych, tymczasem nie mamy żadnej pewności, że pochodzą one z góry albo z dołu. Religijność ma to do siebie, że zakłada myślenie dwukierunkowe: tak albo tak. A co, jeśli jest inaczej? Hiob jest w kulturze europejskiej i światowej kimś innym. Jak to jest, że człowiek tak doświadczony cierpieniem potrafi jeszcze zadawać pytania: o sens bycia, o sens wiary, o sens bólu? Tego nie wiem. I chyba nigdy się nie dowiem. Wiadomo, że po skrajnym cierpieniu Hiob został przez Pana nagrodzony, że wrócił do stanu swego posiadania, jednak rację miał Janusz Pasierb, gdy wiele lat temu w mojej audycji Oblicza Hioba powiedział: Wszyscy jesteśmy chyba skłonni sądzić, że nawet gdy Hiob odzyskał w dwójnasób swoje stada, kiedy urodziły mu się nowe dzieci, to stan ten nie mógł wypełnić mu serca. Jesteśmy przekonani i wierzymy w to, że miłość czyni tych, których kochamy, osobami jedynymi, że nie można mówić tutaj o jakimkolwiek zastępstwie. Księga Hioba jest wielką przypowieścią o cierpieniu i o miłości. Janusz miał rację, nie da się zastąpić ludzi kochanych miłością bezwarunkową i ostateczną. Każda miłość to miejsce zupełnie osobne. Doświadczenie sytuacji granicznych, a w takiej właśnie znalazł się Hiob, nie może przekreślić pamięci. I o tym też pisze Biblista. Hiob nie miał wyboru, stał się przedmiotem zakładu i zarazem wyboru; zakładu między Bogiem i Szatanem oraz wyborem między spójnością własnej wiary i biografii, a sprzeniewierzeniu się samemu sobie. Są to sprawy w życiu człowieka natury zasadniczej. Hiob nazywa Boga, w którego bezgranicznie wierzy i którego woli się całkowicie poddaje, przeciwnikiem. Wskazuje tym samym na jeden z wielkich paradoksów ludzkiej religijności: jak Bóg i Stwórca może być przeciwnikiem? W jaki sposób byt osobowy przez Niego stworzony może być jego wrogiem? Hiob nie jest wrogiem Boga, akceptuje w pełni jego wolę nawet wtedy, gdy traci wszystko to, co miał, rodzinę, najbliższych i własne zdrowie, dochodząc do stanu upodlenia fizycznego i psychicznego. Jest piękny wiersz Osipa Mandelsztama, który w jakiś sposób oddaje sens doświadczenia hiobowego, choć powstał kilkanaście wieków później, ale jest duchowym doświadczeniem tego, co Hiob przeżył:

Obraz Twój, niepewny i męczący.

W gęstej mgle umykał dotykowi.

„Boże!” – powiedziałem, lecz niechcący

Nie wiedziałem wcale, że to powiem.

 

Boże imię, niby ptak ogromny,

Z piersi mi wyrwało się znienacka.

Gęsta mgła wiruje tuż przede mną,

Za mną pozostała pusta klatka.

 

                                                                       [tłumaczyła Maria Leśniewska]

      Metafora pustej klatki i gęstej mgły może być poetyckim wyjaśnieniem cierpień Hioba. Dla niego obraz Boga też był zapewne niepewny i męczący, ale przy całym swoim udręczeniu nie wyrzekł się Tego, któremu zawierzył, któremu zaufał. W zakończeniu jednego z najbardziej uroczystych hymnów Kościoła Rzymskiego – Te Deum laudamus – znajdują się słowa znaczące: In te, Domine, speravi, non confundar in aeternum [W Tobie, Panie, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki]. W Księdze Hioba są równie wspaniałe słowa, które Charles Jennens, librecista haendlowskiego Mesjasza przywołał w pierwszej arii z trzeciej części oratorium: I know that my Redeemer liveth [Wiem, że Wybawca mój żyje…]  Mowa tu o wierze, o zaufaniu, o życiu, ale pozostaje jeszcze pytanie o sens bólu i cierpienia, a także o sens albo i bezsens umierania. U mnie wspaniały tekst Księgi Hioba od dawna przywołuje na myśl jedną z najbardziej poruszających baśni Hansa Christiana Andersena – Opowiadania o matce. To przecież też jest przypowieść o sytuacji skrajnej: skazać kogoś na wybór, mając świadomość, że nic rozsądnego zrobić nie może i żadnego wyboru nie ma. Jest to okrucieństwo najwyższej miary bez względu na to, czy pochodzi od Boga, czy od ślepego losu. Hiob jest postacią wiary tragicznej, takiej, która jest wierna samej sobie i swemu Bogu, ale zarazem takiej, która nie rozumie tego wszystkiego, co z nim samym się dzieje. Na tym polega głębokie przesłanie Księgi Hioba, a zarazem jedno z największych i niepokojących pytań ludzkiej egzystencji. Ryszard Przybylski, jeden z najbardziej wnikliwych znawców współczesnej literatury, tak zakończył swój esej o twórczości Janusza Pasierba: Tragizm wiary, którym wypełniona jest ta poezja, wziął się z wiedzy o podwójnym charakterze naszej materialnej egzystencji. Materią jesteśmy z woli Boga i cielesną „formę człowieka” nadały nam Jego dłonie. W materii została zakorzeniona tajemnica naszej transcendencji. Ale jednocześnie przez całe nasze życie patrzymy, jak wszystkie materialne formy, włącznie z naszym ciałem, ustawicznie zdążają do unicestwienia, rozpraszając się w bezsensownym bycie atomów i galaktyk, w skończonej nieskończoności uciekających nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co. Cielesność, która pozwala nam wniknąć w prawdę, pogrąża nas zarazem w ogłupiałym bezsensie.

jak mnie zaświecisz kiedy ci zagasnę

 

ocean żuje muszle i kamienie

szorstkim językiem oblizuje piaski

nie wiem czy wtedy bardziej trwa czy mija

zapamiętały w swoim głuchym dziele

 

a mnie tu nie ma

ja jestem poza tym

po drugiej stronie słońca leżą moje kości

i wiatr je miele krusząc konstelacje

 

jak mnie zaświecisz kiedy ci zagasnę

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s