Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O historii

Dodaj komentarz

20/07/2012 00:50:48

      Znakomity  francuski pisarz, laureat Nagrody Nobla, dla którego muzyka stanowiła bardzo istotną część życia, Romain Rolland, w swojej książceWycieczka w krainę muzyki przeszłości, wydanej po polsku tylko raz, w roku 1924, tak pisał o zasadzie nauk historycznych: Historia to najbardziej stronnicza z nauk. Obrawszy za cel swych uczuć jakiegoś człowieka, miłuje go zazdrośnie, nie chcąc słyszeć o nikim innym. W dniu, kiedy uznano wielkość Jana Sebastiana Bacha, wszyscy wielcy ludzie współcześni skarleli nagle, wprost przestali istnieć. Z trudnością wielką zdecydowano się przebaczyć Haendlowi tę wielką zuchwałość, że ośmielił się posiadać tyleż co Bach geniuszu, a znacznie więcej powodzenia. Innym tego nie przebaczono, starto ich w proch, a los ten spotkał w pierwszej linii Telemanna. Potomność nałożyła mu po śmierci karę za bezczelne zwycięstwo, odniesione za życia nad Bachem. Dzisiaj jest oto zapomniany i nawet wzgardą okryty człowiek, którego utwory w zachwyt wprawiały całą Europę, począwszy od Francji, aż po Rosję, a którego Schubert zwie „mistrzem nad mistrzem” zaś surowy Mattheson uważa za jedynego kompozytora wyższego ponad wszelkie pochwały. Dziś, na szczęście i od wielu już lat, historię pojmujemy zupełnie inaczej. Zrozumieliśmy, że historia nie kłamie, że jest tym, co Norwid nazwał przeszłością, tylko cokolwiek dalej, nie jakieś tam coś, gdzieś, gdzie nigdy ludzie nie bywali. Zastanawiałem się wiele lat, czy jako muzykolog jestem również historykiem i dopiero wiele lat po studiach zrozumiałem, że tak właśnie jest, że historia jest istotną częścią naszej świadomości teraźniejszej, że bez niej nie można żadnej świadomości zbudować. Historii bardzo źle się uczy w szkołach. To głównie dzieje polityki, wzajemnego zarzynania się ludzi w imię dogmatów takich czy innych, a przecież to, co nas przede wszystkim kształtuje to myśli wielkich filozofów, to literatura, muzyka, sztuka, myśl w ogóle jako taka, bez względu na to, jaki charakter werbalny bądź niewerbalny wybierze. To jest właściwym i najważniejszym przedmiotem historii. Jeśli historię ograniczy się niemal tylko do polityki, to nie osiągniemy niczego. Historię jako sposób myślenia nie tylko o tym, co było, ale także o tym, co jest częścią naszej narodowej i ludzkiej tożsamości, odkrył dopiero wiek dziewiętnasty. Świadomość obcowania z przeszłością obecna była już wcześniej, ale wtedy nie miała charakteru nauki normatywnej. Historia nie kłamie, tylko pokazuje nam często oblicza zgoła nieznane. Charles Burney był jednym z pierwszych europejskich myślicieli, którzy odkryli przeszłość w dziejach sztuki dźwięku; tę dalszą i tę bardzo bliską, właściwie nawet z jego perspektywy współczesną, bo jeździł kilka lat po Europie, odwiedził wiele krajów, spotkał się z wieloma wybitnymi kompozytorami drugiej połowy osiemnastego wieku, spisując skrupulatnie swoje wrażenia, obserwacje, dialogi i tworząc tym samym historię własnej współczesności. Drugim, a właściwie pierwszym wielkim odkrywcą historii rozumianej jako dzieje myśli i kultury ludzkiej był Jakob Burckhardt, wielki odkrywca renesansu jako formacji kulturowej, która miała znaczący wpływ na wiele epok późniejszych, zwłaszcza tych nam bliższych. Jego świetna praca o sztuce włoskiego Odrodzenia była kamieniem węgielnym pod nowocześnie pojmowaną historię, nie tylko historię sztuki, ale historię jako taką, której nie sprowadzamy li tylko do dziejów narodowych nienawiści, wojen, konfliktów i temu podobnych zdarzeń. O historii myśli były rozmaite. Jedne z nich były bardzo pozytywne, jak chociażby  słynne zdanie Norwida z wiersza Przeszłość o sensie rozpatrywania tego, co było kiedyś, że jest to dziś, tylko cokolwiek dalej, inne mówią zgoła co innego. Przywołują wprawdzie sławną myśl łacińską historia est magistra vitae, ale prawie nikt ze zwolenników tego poglądu w to nie wierzy. Mówią, że historia niczego nikogo nie nauczyła, że rzeczywistość przerasta historię, że historia jest tylko zbiorem rzeczy, a nie faktów, by odwołać się do słynnej pierwszej tezy Wittgensteina z jego Traktatu Logiczno – Filozoficznego. Jestem zwolennikiem tego drugiego poglądu, mimo że sam jestem historykiem. Z jednym wszakże wyjątkiem: jeśli na historię spojrzymy z perspektywy człowieka, a nie rzeczy, a nawet faktów [chociaż człowieczeństwo jest jak najbardziej faktem, nie rzeczą], jeśli weźmiemy pod uwagę to, że żyjąc, tracimy życie, ale zarazem tworzymy kulturę, to jednak historia w jakiś istotny sposób ma sens. Jest świadomością istnienia, pamięcią pokoleń, czymś, co gromadzi naszą tożsamość i nie pozwala nam zapomnieć, kim jesteśmy. Pod tym względem historia jest bardzo potrzebna. To nie chodzi o sięganie w przeszłość i ciągłe jej rozpatrywanie; to chodzi o to, że bez kontekstu tego, co było, będziemy jak ślepcy z szekspirowskiego Króla Leara. Po to potrzebna jest nam historia. To są nasze oczy, to jest nasz wzrok, to jest nasz drogowskaz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s