Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O innym świecie

Dodaj komentarz

23/12/2012 21:10:09

Kaji Danczowskiej, z którą ostatnio – chociaż każde z nas osobno – otarliśmy się o śmierć.

 

       Jedna z najbliższych mi polskich poetek XX wieku, Anna Kamieńska, napisała wiele wspaniałych wierszy; jeden z nich wszakże – obok wstrząsającego poematu Drugie szczęście Hioba –  jest mi szczególnie bliski; ma tytuł Tamten świat:

 

Nie wierzę w tamten świat

Ale i w ten świat nie wierzę

jeśli nie przeszywa go światło

 

Wierzę w ciało kobiety

potrąconej przez samochód na ulicy

 

Wierzę w ciała

zatrzymane w pośpiechu

w geście w dążeniu

jakby właśnie miało się zdarzyć

oczekiwane od dawna

jakby za chwilę

sens miał podnieść

wskazujący palec w górę

 

 

Wierzę w oko ślepe

w ucho głuche

w stopę kulawą

w zmarszczkę u skroni

w czerwony ogień na policzku

 

Wierzę w ciała leżące

w ufności snu

w cierpliwość starości

w słabość nie urodzonych

 

Wierzę we włos zmarłego

pozostawiony na brązowym berecie

 

Wierzę że blask

rozmnożony jest cudownie

na wszystkie rzeczy

 

Nawet na chrabąszcza

co gmera się na grzbiecie

bezradny jak mały szczeniak

 

Wierzę że deszcz

zszywa niebo z ziemią

i że z deszczem tym aniołowie

zstępują widzialnie

jak żaby skrzydlate 

 

 Nie wierzę w ten świat

pusty

jak dworzec nad ranem

gdy wszystkie pociągi odjechały

do tamtego świata

 

Świat jest jeden

zwłaszcza gdy budzi się w rosie

a Pan przechadza się

między krzewami

zwierzęcych i ludzkich snów.

 

      Ileż w strofach Anny Kamieńskiej jest mądrości, ale również intuicji śmierci i życia, w tej właśnie kolejności, zaprzeczającej naturalnemu porządkowi wszechrzeczy. I nie chodzi tu o naiwną wiarę z książeczek do nabożeństwa, tylko o wiarę głęboką, często tragiczną, a nawet o jej brak czy głód. Kiedy stajemy wobec sytuacji skrajnych naszego własnego życia i bycia, kiedy nawet nie mamy czasu, by w ułamku sekundy uświadomić sobie, co się z nami niebezpiecznego albo i tragicznego dzieje, bo – paradoksalnie – nie ma na to czasu, ale jeśli sytuację taką przetrwamy, to gonitwa myśli, uczuć, emocji, lęku, strachu i obaw jak najgorszych o los najbliższych nam ludzi tworzy melanż bardzo osobliwy, który zrozumieć mogą chyba tylko ci ludzie, którzy na własnej skórze i we własnej duszy tego doznali. Wierzymy i może wiemy coś o tamtym świecie albo nie wierzymy i niczego o nim nie wiemy, a jednak w sytuacjach skrajnych staje nam on przed oczyma. Jakie ma oblicze? Tego nie wiemy, bo wiedzieć nie możemy. Dla ludzi wierzących jest zbiorem chyba bardziej antropomorficznych niż abstrakcyjnych, nie dających się przedstawić w ludzkich językach, doznań wrażeniowych i intelektualnych wyobrażeń. Dla ludzi niewierzących jest pustką i nicością. Są takie sytuacje, kiedy człowiek nagle traci przytomność, wchodzi w przysłowiową ciemność. To wbrew pozorom nie boli. Jeśli tak ma wyglądać śmierć, niech każdy z nas – bez bólu i ogromu cierpienia – takiej doświadczy. Są jednak te oka ślepe, ucha głuche, stopy kulawe, ciała potrącone i świat pusty jako dworzec nad ranem. Nam, z Kają, udało się tego teraz uniknąć, co nie znaczy, że kiedyś stanie się naszym udziałem. Takie doświadczenia uczą jednego zwłaszcza: radości życia, a także dokonania nowej hierarchii tych wartości, które życiem nazywamy i jak je odczuwamy, jak je prze-żywamy. Czasem dobre słowo jest o wiele więcej warte niż wszelkie inne dobra tego świata. Wiedzą to wszyscy, którzy w taki czy inny sposób otarli się o śmierć. Stara mądrość mówiła: Media vita in morte summus [Pośrodku życia w śmierci jesteśmy]. I jest to święta prawda nie tylko w wymiarze teologicznym czy symbolicznym, ale całkowicie codziennym, praktycznym, oczywistym. Tak pisał o tym Rainer Maria Rilke:

 

Śmierć jest wielka.

Ze śmiejącymi się ustami

należymy do niej.

Kiedy sądzimy, że jesteśmy w środku życia,

ona śmie płakać

w środku nas.

 

[tłum. Julian Przyboś]

 

      Kiedy zagrożenie śmiercią przychodzi nagle i niespodziewanie, w ułamku sekundy, chyba nikt z nas nie jest w stanie myśleć racjonalnie w tym sensie, by rozważyć swoje szanse na przeżycie. Myśli się bardziej o naszych najbliższych, zwłaszcza jeśli są z nami w tej samej dramatycznej chwili. Jest to jednak myślenie chaotyczne, bo nie jesteśmy w stanie rozpoznać sytuacji, w której właśnie się znaleźliśmy. Jest to być może pewien paradoks, który miłość stawia ponad z natury nam danym instynktem samozachowawczym. Tak odczuwała to Kaja w dniu jej koszmarnego wypadku kolejowego, tak odczuwałem i ja, stojąc nagle oko w oko ze śmiercią w samochodzie na autostradzie między Gdańskiem a Toruniem. Oboje przeżyliśmy koszmar, obojgu nam i naszym bliskim nic się nie stało. Ale świat się dla nas zmienił, otwierając o wiele bardziej szerszą pespektywę na inny świat, świat wiecznego życia albo wiecznej nicości.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s