Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O moralności

Dodaj komentarz

07/03/2012 22:00:42

                                                                                                Rafałowi

  Moralność jest jednym z najdziwniejszych słów, jakie wymyśliła ludzkość. I jednym z najbardziej w jej historii zakłamanych. Nam kojarzy się w sposób oczywisty z najsławniejszą sztuką Gabrieli Zapolskiej i jest to skojarzenie jak najbardziej usprawiedliwione. A dajcież mi wszyscy święty spokój – woła pod koniec sztuki mąż pani Dulskiej – i ma to siłę teatralnego rażenia porównywalną z siłą rażenia słynnego tekstu Gogola: Z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie. Z moralnością jednak sprawa nie jest łatwa; nie można jej obrócić tylko w teatralny śmiech, nawet jeśli ma on walor wyzwolenia czy swoiście pojętej ekspiacji. Moralność była rodzajem świeckiego dekalogu, kodeksu postępowania w życiu także wtedy, gdy ten pierwszy – w jakiś sposób sakralnie rozumiany – nie był do końca używany. O tym, z jakimi nadużyciami w kwestii moralności jako kodeksu bycia w życiu religijnym i świeckim mamy do czynienia, świadczy wielka powieść Umberta Eco “Imię róży”. Wielki semiolog i znakomity pisarz przypomniał nam, że moralność już wiekach średnich była co najmniej dwuznaczna, jeśli nie wieloznaczna. Ale to, rzecz jasna, nie wszystko. Jak można odnieść pojęcie moralności do takich ludzi, jak Schubert? Przez całe życie był sam. Korzystał z usług kobiet lekkich obyczajów – jak to się dawniej mówiło – ale nikogo tym nie skrzywdził, bo nikogo nie kochał i nikt go nie kochał. Jak w takim razie można odnieść do niego pojęcie moralności. Czy tylko w ten sposób, że w imię ogólnie przyjętych norm kulturowych i religijnych pewnych rzeczy robić nie można, że robić się ich nie powinno pod sankcją społecznego napiętnowania? Pojęcie moralności jest też dziwne o tyle, że ma intencje zaglądania w prywatność i intymność ludzi, co kłóci się w sposób oczywisty z prawem do posiadania przez nich światów własnych, sobie tylko dostępnych. Jest sfera praw moralnych, które dyskusji żadnej nie podlegają. Uczciwość, rzetelność w naszych działaniach wobec innych ludzi podejmowanych, brak agresji, poszanowanie cudzego życia i istnienia. Ale jest też sfera inna, którą wiara albo kultura próbowały uregulować. To dziedzina tzw. obyczajowości, która jest inną nazwą moralności. I tu włączają się obszary dla niektórych najbardziej oczywiste, dla innych jak najbardziej niezrozumiałe. W dawnych wiekach kodeksy etyczne – bez względu na to, jaki miały cel, sens i charakter – miały z reguły charakter nakazów i zakazów. Rozpoczynały się z reguły od słowa “nie” – nie wolno ci, nie możesz, nie powinieneś. Największy kodeks moralny chrześcijaństwa – Dekalog – taką właśnie miał strukturę semantyczną. Jednocześnie wszystkie te zalecenia bycia dobrym były niemal natychmiast łamane; pojęcie grzechu stąd się wzięło – z istnienia zbrodni, kary i ekspiacji, potrzeby ułaskawienia, uniewinnienia, mimo dokonanych wykroczeń. Moralność w świecie współczesnym niewiele się zmieniła. Skandale obyczajowe w Kościele Rzymskim są tego najlepszym dowodem. Ci ludzie, którzy z racji swego “powołania” powinni być przykładem wielkiego dostępnego im dobra – chociaż każdy z nas jest tylko człowiekiem i ma prawo błądzić – sami popadają w zło, które publicznie piętnują. To być może jeden z najostrzejszych przypadków hipokryzji, ale tak, niestety, jest. Z moralnością są i te kłopoty, że różni ludzie mają różne hierarchie swoich wartości. Nie ma chyba czegoś takiego, jak “dekalog obyczajowy”. To, co dla mnie jest w tej materii dobre, dla Ciebie może być złe, ale zasada tolerancji powinna regulować te sprzeczności. Otóż, obawiam się, że moralność i tolerancja niewiele ze sobą mają wspólnego, że każda z nich szuka swego i porozumienia tu nie może być żadnego. Moralność była zawsze spisem zakazów i nakazów; tolerancja jest czymś zgoła przeciwnym: propozycją życia wedle własnych reguł pod jednym wszakże, ale podstawowym dla niej warunkiem: nigdy nie możesz krzywdzić drugiego człowieka i drugi człowiek nie ma prawa krzywdzić ciebie. Jeśli ta zasada, która jest przecież tożsama z imperatywem kategorycznym Kanta, stanie się zasadą powszechną, to także moralność będzie się kojarzyła tylko z dobrem, a nie ze złem i systemem prawa bezdusznego, wymierzonego przeciwko człowiekowi i ludziom.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s