Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O odchodzeniu

Dodaj komentarz

10/09/2012 00:17:18

 Anecie i Tomkowi


     Odchodzenie ma to do siebie, że jest nieprzewidywalne, że nie wiadomo, kiedy nastąpi, ale jeśli już się zdarzy, jest nieodwracalne. Odchodzenie jest relacją zwrotną; odchodzą Ci, którzy idą do innego świata – jeśli taki świat w ogóle istnieje – ale odchodzą także ci, którzy zostają tu, na dole, w poczuciu osamotnienia, osierocenia, braku ludzi najbliższych. Odchodzenie jest oczywiście pewną metaforą, ale nie wiem, czy ma ona w ogóle jakikolwiek sens. Odejście to jedna z powinności wobec naszego życia i życia ludzi, których kochamy. Paradoks polega na tym, że ani my sami, ani nasi bliscy nie znamy chwili odejścia. Jest to jednak moment, który w sposób konieczny wyznacza nasze dalsze życie. Ta chwila, w której dowiadujemy się o odejściu ludzi nam najbliższych, jest być może jedną z najgorszych chwil w życiu, ale i zarazem najważniejszych. Własnej śmierci się nie przeżywa, własną śmierć się doznaje zapewne już w pełnej nieświadomości, a jeśli w jakimś stanie świadomości, to ufamy, że trwa on relatywnie krótko. Odchodzenie nie jest jednak tylko pochowaniem ciała; odchodzenie jest brakiem bycia, a to z punktu widzenia bycia tu u nas, na Ziemi, jest doznaniem najgorszym. Ten, który odszedł, zapewne nic o tym nie wie; ci, którzy pozostali, wiedzą wszystko. I ta świadomość jest potworna w tym sensie, że wyzwala w nas smutek największy i żal najcięższy. Odchodzenie wiążę się też ze starym europejskim etosem drogi jako emblematem pójścia w nieznane i dojścia tam, gdzie nikogo i niczego nie znamy; i gdzie zawsze jesteśmy samotni. Jest to także metafora podróży, w której nikt nam nie pomoże, bo umieramy zawsze sami, nawet jeśli najbliższy nam człowiek trzyma nas za rękę. Odchodzenie ma być może tylko jedną pozytywną stronę – jest naturalnym procesem życia. Ale jak się ma to do miłości? I czym w takim razie jest miłość? Na tak sformułowane pytania nie ma właściwie odpowiedzi sensownych, bo cokolwiek byśmy o tym powiedzieli, rodzi się wątpliwość zasadnicza: albo mówi to ktoś stąd, który niczego nie wie, bo wiedzieć z przyczyn oczywistych nie może, albo ufamy naszym intuicjom lub naszej wierze, chociaż też żadnej pewności w tej sytuacji nie mamy. Śmierć w życiu człowieka jest z jednej strony aktem oczywistym, z drugiej strony zawsze niepojętym. Najgorszą rzeczą są… rzeczy, które pozostają. Można tam jeszcze poczuć znane kiedyś zapachy, można odczuć człowieka, którego już nie ma, można odnaleźć siebie w relacji osoby, którą się bardzo kochało. A jednocześnie okrutna prawda mówi to, że trzeba posprzątać, by i po nas posprzątano. Ludzkie prawo wzajemności i powinności jest w tej ostatecznej sytuacji bardzo ważne. Odchodzenie jest okrutne dlatego, że stawia nas wobec zjawiska, z którym poradzić sobie nie umiemy i które dopadać nas będzie zawsze wtedy, gdy mamy kochanych sobie ludzi albo chociaż tylko przyjaciół. Odchodzenie nie zawsze jest śmiercią. Jest równie często wygaśnięciem tego uczucia, które od lat ludzi wiązało, które sprawiało, że byli razem, że się kochali. To chyba jeszcze gorsza sytuacja, bo śmierć wyrywa nas sobie zwykle bez naszej woli, nie mamy na to wpływu żadnego. Tu pewnie też nie, ale żyjemy, ale jesteśmy i tylko śmierć jest ostateczną bramą do wieczności albo niebytu. Póki tu jesteśmy, mamy prawo do odchodzenia i do powrotu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s