Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O przeżywaniu śmierci

Dodaj komentarz

24/09/2012 23:35:06

      Czy śmierć można przeżywać? Własnej, rzecz jasna, nie można, ale bliskich czy sympatycznych nam osób jak najbardziej. Śmierć jest zjawiskiem osobliwym dlatego, że dotyczy nie tych, których dotyczy bezpośrednio. Jan Kochanowski napisał kiedyś o śmierci jako o metaforze snu, który uczy nas wieczności, z którego nigdy się nie obudzimy. Kiedy odchodzimy, jest nam właściwie wszystko jedno; problem dotyka tych, którzy pozostają. To w nich dzieje się przeżywanie odchodzenia. Myśl Greków sprzed bardzo wielu wieków chyba była prawdziwa: kiedy my jesteśmy, śmierci nie ma; kiedy jest śmierć, nas nie ma. Problem polega jednak na tym, że śmierć bliskich i najbliższych przeżywają zwykle bardziej Ci, który tu zostają, choć żadnej reguły w tym względzie nie ma i nigdy nie będzie. Jest jednak coś takiego, jak przeżywanie śmierci. Samo to sformułowanie brzmi co najmniej dziwnie: jak można przeżywać coś, co jest zaprzeczeniem życia, co z życiem nie ma właściwie nic wspólnego. Można i na tym polega ten paradoks: przeżywamy zawsze inne śmierci, nigdy naszej własnej, bo jej przeżyć nie sposób. I na tym polega okrucieństwo tego zjawiska. Zostajemy tu na świecie, wiedząc że to, co spotkało innych ludzi i nas dotknie. Przeżywanie śmierci jest życiem, jest świadomością o bycie i niebycie, o konieczności, na którą wpływu żadnego nie mamy. W przeżywaniu śmierci pomaga nam sztuka. Myślę nie tylko o muzyce, chociaż jestem muzykiem; myślę też o malarstwie, a zwłaszcza tym fenomenie, jakim były martwe natury z północy Europy. Niemcy nazywali je trochę inaczej – cichym życiem – i kto wie, czy nie była nazwa lepsza, nawet jeśli to ciche życiewypełnione było pozornym brakiem życia, przedmiotami pozbawionymi ruchu, a jak wiemy ruch jest jednym z najważniejszych atrybutów życia. Martwe natury albo ciche życia, zwłaszcza z XVII wieku, uczyły nas i nadal uczą sztuki umierania, ale nie w tym sensie, w jakim postulowała średniowieczna tanatologia: bez wielkiego przerażenia, bez grozy sekwencji Dies Irae, bez czerni chrześcijańskich pogrzebów. Uczyła urody świata milczącego, cichego, nieobecnego już w naszej świadomości, istniejącego poza nami dużo dłużej niż jest w stanie znieść nasze życie i nasza egzystencja. Wielka mądrość dawnych malarzy martwych natur polegała na tym właśnie: uczyli nas przeżywania śmierci poprzez przedmioty, które po nas zostają: owoce, kwiaty, instrumenty muzyczne, książki, jakieś drobne sprzęty domowe i wiele innych jeszcze rzeczy, które trwają, gdy nas już nie ma. Po każdej wojnie ktoś powinien posprzątać – otóż nie, po wielu osobistych wojnach powinny pozostać rzeczy, które zaświadczą o ich właścicielach, chociaż nie zawsze jest to miłe. Ksiądz Jan Twardowski w jednym ze swoich najbardziej znanych wierszy pisał o rzeczach, które zostają i które są albo wyrzutem sumienia, albo wielkim przeżywaniem śmierci. Tertium non datur.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s