Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O sonatach Scarlattiego

Dodaj komentarz

13/05/2012 00:40:33

                                                                                                                       Rafałowi

Jakież jest to studium samotności! I jakie odczucie bycia z kimś, ale zarazem bycia bez nikogo! Na te pytania nie znajdziemy odpowiedzi, bo na takie pytania w zasadzie odpowiedzi nie ma. Próbowałem zrozumieć smutek Scarlattiego nawet w tych sonatach, które powinny być zasadniczo radosne. To nie chodzi ani o tonację w jej semantycznych relacjach i powiązaniach, ani o jej związkach z językiem retorycznym XVIII wieku. To chodzi o coś, co najtrudniej w sztuce nazwać, określić i zdefiniować – o wzruszenie i smutek, które wynikają z niezbywalnego prawa naszego przemijania i umierania. Sztuka zawsze temu służyła. Domenico Scarlatti bardzo często mówił o tym w swojej muzyce. Jeśli mówię o samotności, to dlatego, że sztuka dźwięku wielokrotnie zwracała na to uwagę i w sposób często okrutny obnażała. Mówiła i mówi wprost o Tobie, o Twoim bycie pojedynczym, wyjątkowym i jedynym, ponad wszystko wyniesionym. I zarazem o kruchości tego bytu, o jego nietrwałości, o konieczności odchodzenia, a nade wszystkim o smutku, nocy i cierpieniu, o mrocznych obliczach naszego życia. Domenico Scarlatti potrafił to wszystko wyrazić w sposób wzruszający, czuły, rozumiejący, prawdziwy. Był synem wielkiego Włocha, twórcy nowych form wokalnych w muzyce jego czasów, ale był również z wyboru Hiszpanem i to tłumaczy rodzaj jego artystycznego temperamentu. El Greco, Goya, Vittoria, Picasso, Gaudi, Dali – to tylko kilku wielkich twórców, którzy symbolizują najwspanialszą sztukę po południowej stronie Pirenejów. Sztuki fascynującej jak ołtarz katedry w Sewilli albo to wszystko, co powstało na styku kultur chrześcijaństwa i islamu, zwłaszcza to cudo, jakim jest katedra i meczet w Kordobie. Otóż, Scarlatti uczy nas wielu rzeczy, rozumienia dawnej  wielokulturowości tej ziemi, jej melancholii nostalgii, jej wielobarwności, jej tragedii, jej jakże trudnego losu. Sztuka ma specyficzny rodzaj pamięci, zapisuje to, co zwykle bardo szybko umyka w naszej świadomości. Nie wiem, na czym to polega? W gruncie rzeczy pytanie to dotyczy najgłębszego sensu sztuki, ale i na to pytanie nie znam odpowiedzi. Scarlatti w swoich klawiszowych sonatach znakomicie to ujął. Wyraził to, co nazywamy genius loci, duchem miejsca, demiurgiem, kolorytem nie tyle konkretnego miejsca, ile kraju, jego kulturą, fascynacją ludźmi, którzy w nim żyją i ich frustracjami. Sztuka dźwięku była zawsze czułym barometrem ludzkich emocji bez względu na to, gdzie ten barometr się znajdował. O czym mówią nam sonaty Scarlattiego? Nie tylko o samotności i paru innych ważnych dla nas sprawach; mówią także o beznadziejności naszych nadziei i jest to być może największa ich wartość i zaleta. Mówią także o radości życia i jego pięknie, o tej przedziwnej koincydencji, która tworzy nasze życie. Po bardzo wielu latach opowiadają o tym z gorzką ironią filmy innego wielkiego Hiszpana – Pedra Almodovara.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s