Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O uzależnieniach

Dodaj komentarz

10/08/2012 23:25:06

      Ludzie często nie rozumieją, czym są uzależnienia. Zwykle kwalifikują je w kategoriach choroby i zapewne mają rację z medycznego punktu widzenia. Ja jednak staram się postrzegać to w innej i szerszej perspektywie. Zbigniew Herbert w pięknym wierszu o Beethovenie napisał:

 niechlujny kłótliwy z ospowatą twarzą

pił ponad miarę i tanio – piwo dorożkarski sznaps

osłabiona gruźlicą wątroba odmówiła gry

 

      To mądre słowa. Każdy z nas od kogoś zależy, albo coś od czegoś zależy, wiemy, co to znaczy. Nie każde uzależnienie jest chorobą, ale jeżeli efektem takiego uzależnienia jest Eroika albo inne wielkie dzieło kultury, to dlaczego mamy je z góry potępiać? Herbert ma rację: organizm często odmawia gry, ale gry nie odmawia sztuka. Jest to specyficzna właściwość naszego intelektu. Być może zawodzi w chwilach ostatecznych, ale tuż przed nimi potrafi być zadziwiająco żywotna. Z dziełami Beethovena sprawa uzależnień jest oczywista. Myślę o innej Dziewiątej, od której jestem uzależniony od dawna – nie wiem, czy ze skutkiem pozytywnym – o ostatniej ukończonej symfonii Gustava Mahlera. Jest tam wszystko, co winno się znaleźć: wielkie dziedzictwo późnego romantyzmu i wspaniałe przeczucie tego, co stanie się z muzyką w pierwszych dekadach XX wieku. Ale jest tam też coś znacznie więcej – opowieść o uzależnieniu od życia i od śmierci. Ludzie często kojarzą sprawę uzależnienia od spraw prostych – używek, alkoholu, narkotyków i paru jeszcze innych rzeczy. Jest jednak parę innych fenomenów, które nas uzależniają, chociażby życie. Czy nie jest to uzależnienie? Dlaczego zatem szafarze jedynie słusznej w ich mniemaniu prawdy potępiają nas w czambuł za to, co w ich przekonaniu jest jedynie słuszne i jedynie prawdziwe? Casus Herberta jest chyba najbardziej oczywisty. Wielu zarzucało mu alkoholizm w ostatnich latach życia, ale – daj Boże – by z takiego pijaństwa powstało tak wiele pięknych i mądrych wierszy, jakimi obdarzył nas pod koniec bycia tu, na ziemi, wśród nas. To samo dotyczy późnych kwartetów smyczkowych Beethovena. Człowiek totalnie głuchy i uzależniony od alkoholu napisał ostatnie kwartety smyczkowe, podobnie jak Herbert napisał ostatnie tomiki swoich wierszy. Jeśli przeprowadzam paralelę tych dwóch twórczych objawień, to dlatego, że w jakiś sposób sobie odpowiadają. Kiedy w Wiedniu chowano Beethovena, jakaś kwiaciarka powiedziała, że chowają wodza muzyków. Nie wiem, czy Warszawa miała świadomość, że chowa wodza poetów. Bo Zbigniew Herbert był dla mnie wodzem polskich poetów. Uzależnił mnie od poezji i od myślenia, a są to w zasadzie rzeczy nierozłączne. I Beethoven, i Herbert mieli rację: sztuka jest sprawą intelektu; jeśli uzależnia, to przede wszystkim od myślenia, a jest to bodaj najgorsze ze wszystkich uzależnień. Z pozostałymi – przy odrobinie silnej woli – można sobie poradzić. Wiem coś o tym, bo przez dwadzieścia lat paliłem czterdzieści papierosów dziennie i osiem lat temu rzuciłem to z dnia na dzień bez niczego. Myślenia nie porzucę; nie ma takiej siły. Są takie uzależnienia, które łapią nas na całe życie. Kilka dni temu kupiłem książkę Jana Białostockiego Sztuka XV wieku. Od Parlerów do Dürera i nie mogę oderwać się od lektury. To też jest uzależnienie. I niech tak zostanie. Czasami niektóre uzależnienia są zdrowe, mimo że świadomie lub nieświadomie pokazują nam otchłań ludzkiej egzystencji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s