Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

O złu i dobru

Dodaj komentarz

08/03/2012 21:56:05
                                                                                                            Rafałowi

 

Zło jest z natury fotogeniczne. Zło potrafi się podobać. Dobro jest z zasady nieatrakcyjne, jest czymś, co podobać się nie może albo nie powinno, bo z reguły wygląda banalnie. Są dwie podstawowe myśli w kulturze starej Europy, które próbowały wyjaśnić sens zła i jego istnienie w świecie. Jedna z nich mówiła, że zło jest wyłącznie brakiem należnego dobra, że nie jest bytem niezależnym, a jedynie obszarem niespełnienia, zaniedbania, wycofania, rezygnacji. Druga z kolei twierdziła, że zło jest bytem niezależnym w naszym świecie, że ma walor bytu samodzielnego, także w manichejskiej wizji ludzkiej rzeczywistości. Walka dobra ze złem jest obszarem bardzo ważnym, bo od kilku setek lat określała kształt myślenia o religijności i duchowości naszego kręgu kulturowego. Dualizm tych pojęć wywołuje napięcia zasadnicze. Jeżeli zło jest brakiem należnego dobra, to w zasadzie nic nam nie grozi w perspektywie ostatecznej, eschatologicznej; jeśli zło jest bytem samodzielnym, to trudno wyobrazić sobie tę rywalizację. Jest jeszcze ważna rzecz; rozważanie, czym jest zło i czym jest to, co nazywamy dobrem? Manicheizm odpowiedział na to wprost: są to siły sobie przeciwstawne, na które praktycznie żadnego wpływu nie mamy, które dzielą nasze ziemskie życie na obszar Złego i Dobrego. Ale jak ten obszar wyraźnie oddzielić? Zło i dobro mają często te same imiona, których my nie umiemy albo nie potrafimy rozpoznać. Na tym polega tragizm tej sytuacji, jej niedorzeczność, jej absurdalność, jej logiczna indyferentność. Jest i takie przyzwyczajenie, że dobro z natury jest dobre, a zło z natury jest złe. Ale skąd to wiadomo, skąd wiadomo o tej oczywistej tautologii? Myśl manichejska pokazała dwuznaczność tej sytuacji. Gdzie leży granica między tak ostatecznie postawionym ultimatum? Otóż myślę, że takiej granicy nie ma – albo inaczej – że wszyscy jej na co dzień doświadczamy. Rzecz polega na tym, że codziennie stajemy wobec problemu cierpienia i umierania. W tej  bardzo ważnej perspektywie stajemy się bezbronni. Kto chce umierać? A kto nie chce żyć? Kolejne z tych pytań, na które odpowiedzi nie ma. Czy sztuka jest w stanie opowiedzieć o złu i dobru ? Chyba tak; zawsze o tym mówiła. Co może być takim emblematem zła w muzyce? Pojęcia nie mam. Sztuka dźwięku zawsze była synonimem dobra. Była wartością pozytywną. Czymś dobrym z zasady, nawet jeśli opowiadała o rzeczach złych. To jest jeden z jej wielkich fenomenów, jej objawień wyjątkowych. Ale sztuka rozumiana jako całokształt ludzkich działań twórczych człowieka żywiła się zarówno dobrem, jak i złem. Dante i Goethe są tu autorami wręcz symbolicznymi. Pierwszy stworzył Boską Komedię, której pierwsza część poświęcona jest piekłu jako synonimowi nie tyle zła samego, ile konsekwencji jego oddziaływania na ziemskie życie ludzkie; drugi z kolei stworzył w swojej artystycznej wyobraźni postać nad wyraz inteligentnego diabła Mefista, który – jako byt duchowy, a nie cielesny, więc nie obarczony wszelkimi niedoskonałościami kruchości życia jako takiego – jest pełnoprawnym partnerem człowieka. Goethe wyraził tę zagadkę w słynnym zdaniu z pierwszej części FaustaJam częścią tej siły, co wiecznie zła pragnąc, wieczne dobro czyni. Jak rozumieć te słowa? Chyba tylko tak, że zło i jego zamiary są niepoznawalne, ale w takim razie dobro też ma twarz bezimienną i jest raczej dziełem ślepego losu niż terenem działania świadomego. Nasza wiara i niewiara także i takie mają sensy, że się wzajemnie wykluczają, że mieszczą się w tych obszarach, których pojąć nie umiemy, ale wśród których jakoś żyć musimy. Zło i dobro są w sposób naturalny antagonistami, tylko czy to jest do końca antagonizm? Czy nie jest raczej tak, że jedno bez drugiego nie umiało by żyć albo nie mogło by istnieć? Celowo mówię tu o złu i dobru, choć mam na myśli istnienie i życie, bo są to wszakże byty wzajemnie nierozpoznawalne, choć przecież od początku współistniejące? Życie jest formą bycia-w-życiu; istnienie może być formą bycia bez życia, jako coś, co po prostu jest: stół, krzesło, gotycka katedra. I to jest kolejny paradoks naszej egzystencji. Co wolimy: żyć czy być? To oczywiste, że żyć, ale życie – rozumiane jako proces tylko i wyłącznie biologiczny – nigdy nam nie podpowie, co wybrać: dobro czy zło. Tu jesteśmy z reguły osamotnieni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s