Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

Praga Franza Kafki

Dodaj komentarz

07/05/2012 21:57:29

 Rafałowi w Pradze sprzed wielu lat

Praga jest miastem bardzo pięknym. Praga Franza Kafki jest miastem bardzo smutnym. Mieszkało w nim wtedy kilkaset tysięcy ludzi, w tym wielu Żydów. Kafka przez wiele lat chodził do pracy tym samym szlakiem: od Rynku Starego Miasta, w którego pobliżu mieszkał, do firmy, w której pracował.  Dziś i zapewne wtedy zajmowało to może dziesięć, może piętnaście minut. Codzienność takiego rutyuału może być zabójcza, ale dla ludzi tamtej epoki była zbawienna.  Kiedy byłem na grobie Franza Kafki, kiedy przypominałem sobie najsławniejsze frazy i zdania jego najgłośniejszej powieści, zrozumiałem, co znaczą jej ostatnie słowa. Jest tam mowa o współczuciu, ale jest to współczucie za późno wyrażone. Jest tam też mowa o poniżeniu, tym możliwie najgorzej odczutym i doznanym, a więc najbardziej bolesnym. Kafka w paru początkowych zdaniach Procesu wyjawił wszystko, co chciał powiedzieć: o nieuchronności naszego losu, o konieczności skazania i umierania, o potrzebie jakiegoś sądu, którego żadną ludzką miarą pojąć nie możemy, o wyroku bez zrozumienia i akceptacji, o sądzie bez adwokatów i apelacji. Piszę często o tym ważnym tekście kultury, bo sądzę, że Kafka oddał w nim sens naszej egzystencji. To nie jest tak, że Kafka przedstawia w swoim świecie tylko bezduszną oczywistość machiny państwowej czy policyjnej, że chodzi mu tylko o oblicza totalitaryzmu, bez względu na to, jak te oblicza dziś nazwiemy. On nazywał świat takim, jakim był w jego oczach: śmieszny i straszny; zabawny i tragiczny; wesoły i ponad miarę smutny. Praga Franza Kafki jest odbiciem jego pisarstwa. Genius loci ma tu znaczenie podstawowe, bo stolica Czech od dawna, może nawet od upadku własnej państwowości, zachowała swoją narodową tożsamość, podobnie jak nasz Kraków, który zawsze był Krakowem. Franz Kafka miał szczęście. Uniknął Holocaustu, czego los nie oszczędził jego bliskim. Praga Kafki to jednak coś więcej niż ocalenie. To śmierć i życie w miejscu niezwykłym, dla wielu ludzi wręcz magicznym. Naród wybrany, skazany wkrótce na zagładę totalną, który przetrwał od czasów Wieków Średnich i który ma jeden z najwspanialszych starych cmentarzy żydowskich w tej części Europy. Praga Franza Kafki to nie tylko śmierć, chociaż na jego grobie doznałem wzruszeń największych. To także kubistyczna i abstrakcyjna w rozumieniu tamtych czasów klatka schodowa i drzwi jego biura, w którym był zwykłym, przeciętnym urzędnikiem. Stara Praga jest rzeczywiście miastem starym. Tam niewiele się zmienia. Gdy odwiedziłem ten dom wiele lat temu, zapytałem o drzwi, które Kafka przez wiele lat codziennie otwierał. Pokazano mi je i powiedziano, że nikt od tamtego czasu ani drzwi, ani klamki nie zmieniał. Miałem łzy w oczach, bo dotknąłem nie tylko historii, ale miejsca, w którym pracował jeden z tych ludzi, którzy w sztuce, a zwłaszcza w sztuce słowa, są mi najbliżsi. Praga Kafki i ten ma sens, że nie tylko dawne jej domy mają walor historyczny w kontekście jego osoby. Wiele lat temu blisko północy – przy jednym z wejść na Hradczany – zobaczyłem scenę osobliwą i okrutną zarazem: kot zabijał powoli i z całym niezrozumieniem tej sytuacji (o co trudno go przecież – jako zwierzaka – winić) małą myszkę. Znęcał się nad nią niemożebnie, z maksymalnym okrucieństwem, jakie atawizm może w tej sytuacji wyzwolić. Była to zabawa w śmierć, jaką nie tylko zwierzęta znają i potrafią u siebie wyzwolić. Także gatunek homo sapiens, a może przede wszystkim. Ciągła oscylacja między cierpieniem a chwilą wytchnienia między kaźnią a życiem. Nie umiałem na to zareagować; być może dlatego, że natura i tak będzie robić swoje. Natura to wielki mord, ale zwykle wolimy o tym nie pamiętać, albo wręcz o tym nie wiedzieć. Kafka w Procesie nam o tym przypomniał, z tym wszakże zastrzeżeniem, że dotyczy to wszystkiego, co żyje. Każdy, kto jest na świecie – od ameby do tego, który jest najwyższy z czujących – musi umrzeć. Praga Franza Kafki i jego los jak najbardziej osobisty to bardzo prywatna rozprawa z Bogiem albo z losem, a najpewniej z tym, co dla wielu z nas jest wielką niewiadomą, nienazwaną, niezrozumiałą i właściwie niepoznawalną rzeczywistością, w której żyjemy i w której umieramy, ale której sensu w ogóle pojąć nie umiemy. O tym między innymi mówi Praga Franza Kafki i jego najsławniejsza powieść, której pierwsze zdanie Bruno Schulz tak oto przełożył, oddając w kilku polskich słowach sens tego wielkiego tekstu kultury; on, który sam zginął z rąk nazistów: Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie zrobił, został pewnego ranka po prostu aresztowany…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s