Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

Wszystkich świętych, dzień umarłych, czyli Octavio Paz po raz drugi w kontekście podnóża Olimpu.

Dodaj komentarz


17/01/2013 00:11:35


Śmierć jest lustrem, które odbija daremne gestykulacje życia. Cała ta pstrokata mieszanina czynów, przeoczeń, wyrzutów i usiłowań – kwietnik i śmietnik – jakim jest każde życie, znajduje koniec w śmierci, jeżeli nie sens czy wytłumaczenie. Wobec niej nasze życie zarysowuje się i nieruchomieje. Przed rozpadnięciem się i zanurzeniem w nicości nabiera kształtów i staje się formą stałą: zmienimy się już tylko po to, aby zniknąć. Nasza śmierć wyjaśnia nasze życie. Jeśli nasza śmierć nie ma sensu, nie miało go również życie. Dlatego, jeżeli ktoś umiera nagłą śmiercią, zwykliśmy mówić: „poszukał jej sobie”. I to prawda; każdy ma śmierć, jakiej sobie szuka, śmierć, jaką sobie przygotowuje. Śmierć chrześcijańska czy pieska to sposoby umierania, które odzwierciedlają sposoby życia. Jeżeli śmierć nas zdradza i umieramy źle, wszyscy ubolewają; trzeba umierać tak, jak się żyje. Śmierć jest nieprzekazywalna, tak jak życie. Jeżeli nie umieramy tak, jak żyliśmy, to dlatego, że w rzeczywistości życie, którym żyliśmy, nie było nasze: nie należało do nas, tak jak nie należy do nas zły los, który nas zabija. Powiedz mi, jak umierasz, a powiem ci, kim jesteś. […] Śmierć mści się za nas na życiu, rozbiera je z wszelkich jego próżności i pretensji i przemieniania je w to, czym jest – kilkoma nagimi kośćmi i przerażającym grymasem. W świecie zamkniętym i bez wyjścia, gdzie wszystko jest śmiercią, jedyną rzeczą mającą znaczenie jest śmierć. Ale afirmujemy coś negatywnego. Czaszki z cukru lub z chińskiego papieru, kolorowe szkielety ze sztucznych ogni, nasze ludowe wytwory zawsze są kpiną z życia, afirmacją błahości i nieważności ludzkiego istnienia. […] Cała ta pyszałkowata poufałość nie zwalnia nas od pytania, które wszyscy sobie stawiamy: czym jest śmierć? Nie wymyśliliśmy nowej odpowiedzi. I za każdym razem, kiedy stawiamy sobie to pytanie, wzruszamy ramionami: cóż mnie obchodzi śmierć, jeżeli mnie nie obchodzi życie? Tak pisał Octavio Paz w jednym z najbardziej przejmujących esejów cyklu Labirynt samotności. U podnóża Olimpu, gdzie Zeus Gromowładny ciska swoje pioruny, niezadowolony z porządku rzeczy świata tego, czego doświadczyłem, mieszkając dwa tygodnie u stóp tej fascynującej największej greckiej góry, jest niewielkie miasteczko Litochoro. Jest tam urocza mała Starówka, parę sympatycznych knajpek w greckim stylu, są przepiękne wąwozy prowadzące w głąb masywu Olimpu, ale jest też i to, co jest najbardziej osobliwe w tej miejscowości – niezwykły cmentarz, jedyny taki, jaki widziałem i którego specyficznej ceremonii byłem świadkiem. Jest to bowiem miejsce pochówku w ziemi tylko na siedem lat. Białe ładne nagrobki się nie zmieniają, inne są tylko nazwiska pod nimi pochowanych. Po siedmiu latach kości pochowanych ludzi ich rodziny wydobywają z grobów – robiąc miejsce następnym zmarłym – i myją je w dość ohydnej umywalce koło cmentarnego śmietnika. Byłem świadkiem tej mało estetycznej sceny. Wyglądała koszmarnie, ale najgorsze z mego punktu widzenia było to, że dla mieszkańców Litochoro była to rzecz najnormalniejsza na świecie. Potem umyte kości pakowano w coś, co przypominało karton po butach (a w ich mniemaniu miało być urną) i umieszczano w budynku, który spełniał rolę kolumbariów. Wyglądało to dość groteskowo, bo na każdym takim kartonie oprócz danych osobowych zmarłego znajdowało się jego wątpliwej jakości zdjęcie. Jeśli zestawiam te dwa różne fakty – a jak uczył nas Wittgenstein – świat jest wszystkim, co jest faktem, a nie zbiorem rzeczy – to dlatego, żeby uzmysłowić sobie wielkość i nędzę śmierci. Kultura niemal zawsze postrzegała śmierć w kategoriach wzniosłych, obojętnie czy tragicznych, czy dających nadzieję i pocieszenie. Na cmentarzu w Litochoro u stóp Olimpu zrozumiałem, że śmierć może być tak bardzo zwykła i banalna, jak banalność zła, o której pisała Hannah Arendt. To zestawienie przywołuje też sławną biblijną myśl Koheleta:Marność nad marnościami – wszystko marność. Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Te słowa Eklezjastesa przypomniały mi się w kontekście zarówno wzniosłych i mądrych rozważań o istocie umierania i śmierci, choćby tych z wielkiego eseju Octavia Paza, zawartego w Labiryncie samotności, jak z intymnego pobytu na cmentarzu w greckim Litochoro. Ale właśnie tam, gdy obserwowałem mycie dawno już obumarłych kości, przypomniałem sobie inne wielkie proroctwo biblijne, zawarte w Księdze Ezechiela: Potem spoczęła na mnie ręka Pana […] i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi, abym przeszedł dokoła nich, i oto było ich w dolinie bardzo wiele. Były Ne zupełnie wyschłe. I rzekł do mnie: „Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia?” Odpowiedziałem: „Panie Boże, Ty to wiesz”. Wtedy rzekł on do mnie: „Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Pan Bóg: Oto ja wam daję ducha, po to, abyście stały się żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to, abyście ożyły i poznały, że jestem Pan”. I prorokowałem, jak mi było polecone, a gdym prorokował, powstał szum wielki i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha. I powiedział On do mnie: „Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: z czterech wiatrów przybądź duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli”. […] I duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo, bardzo wielkie. W brzydocie miejsca mycia wyschniętych kości w umywalce cmentarza w Litochoro – obok śmietnika – pomyślałem, że w Księdze Ezechiela jest być może najbardziej wstrząsający opis zmartwychwstania w Starym Testamencie, ale z drugiej strony może trzeba takiej banalności i zwykłości, by dostąpić łaski. Jednak o wiele bliższe jest mi myślenie Octavia Paza, bo zawsze chciałem  zrozumieć śmierć w kategoriach racjonalnych, chociaż wiem, że nigdy nie będzie to możliwe.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s