Piotr Orawski (1962 – 2013)

muzykolog, radiowiec i autor książek

Kim był Piotr?

Piotr był muzykologiem, nauczycielem i dziennkarzem, który pracę w Polskim Radiu rozpoczął w 1983 r. jeszce jako student drugiego roku Instytutu Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Był obecny na jego czterech ogólnopolskich antenach. Zaczynał w Trójce i jak twierdził była to świetna szkoła radiowego rzemiosła oraz rywalizacji z kolegami – pojętej w jak najlepszy sposób. W Trójce spędził jedenaście lat. Kolejne jedenaście lat zawodowej aktywności to Polskie Radio BIS (dawny Program Czwarty); gdy powstawał był programem edukacyjnym i to była główna motywacja Piotra do obecności w nim. Po zmianie formuły programu trafił do Dwójki, swego naturalnego środowiska radiowego. Był tam do samego końca, realizując swoje wielkie marzenie młodości – wieloletni cykl codziennych audycji, w których opowiadał o skomplikowanych i fascynujących zarazem dziejach sztuki dźwięku. Zrobił też dwuletni (obejmujący sto godzinnych audycji) cykl o młodości i pierwszych latach dojrzałości Wolfganga Amadeusza Mozarta Droga do Wiednia. Wielokrotnie współpracował też z radiową Jedynką, najpierw prowadząc cykl audycji Muzyczne pejzaże Europy, a później przez ponad rok jako Muzyczny Czarodziej Jedynki Porankach muzycznych dla dzieci, transmitowanych na żywo ze Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie.

Mawiał, że w przeciwieństwie do wielu kolegów z radia wierzył w życie pozaradiowe. Ponad dwadzieścia lat współpracował z Filharmonią Pomorską w Bydgoszczy; poprowadził tam wiele koncertów – nie tylko corocznego festiwalu. Bardzo lubił to miejsce i ludzi, których tam spotykał, bo przywracali mu wiarę w to, że są jeszcze tacy, którym chce się chcieć, jak mawiał Wyspiański. Ponad piętnaście lat jego oczkiem w głowie był także Festiwal Muzyki Jednogłosowej w Płocku, rzecz zupełnie wyjątkowa, unikatowa chyba nie tylko w skali europejskiej. Kiedy mówił o jego organizatorach powoływał się na słowa autora WyzwoleniaZróbmy coś, co by od nas zależało, zważywszy że dzieje się tak wiele, co nie zależy od nikogo. Przez dziesięć lat był nauczycielem akademickim w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Gościnnie wykładał w uczelniach muzycznych Warszawy, Łodzi, Bydgoszczy i Szczecina. Ostatnią jego pasją było pisanie książek, a ściślej rzecz biorąc Lekcji muzyki, które były owocem jego radiowej i akademickiej pracy.

Pierwszy znaczący sukces w zawodowym życiu Piotra wydarzył się w roku 1984, zaledwie rok po rozpoczęciu pracy w radiowej Trójce. Zdobył wtedy pierwszą nagrodę konkursu w Brnie za audycję W poszukiwaniu straconego ładu. Międzynarodowy Konkurs Radiowy Prix Musical de Radio Brno był w tamtych czasach swoistym oknem na świat. Poświęcony audycjom muzycznym, skupiał ludzi radia z całej Europy i nie uwzględniał “żelaznej kurtyny”. Piotr był jego pięciokrotnym laureatem, zdobywając trzy razy nagrodę pierwszą i dwa razy nagrodę drugą (1984, 1992, 1993, 1994, 1995) za audycje poświęcone m.in. św. Hildegardzie z Bingen, Johannowi Pachelbelowi i nieżyjącemu przyjacielowi Piotra, ks. Januszowi St. Pasierbowi, który był poetą, ale w poezji swojej zawarł taką muzyczność, która od trubadurów wzięła swoje korzenie. Szczególnie miłe jego sercu było trofeum zdobyte w konkursie O nagrodę młodych, rozpisanym w tych czasach, kiedy istniał jeszcze tzw. Radiokomitet (czyli PR i TVP jako jedna firma), ale miał już pierwszego niekomunistycznego prezesa – Andrzeja Drawicza. To on podpisał dyplom zwycięzcy w tym konkursie (wśród dziennikarzy radiowych i telewizyjnych) za cykl dwudziestu audycji Symfonii Faustowskich epifanie o micie Fausta w kulturze, muzyce i literaturze. Najbardziej upragnioną nagrodę przez każdego dziennikarza publicznej radiofonii – Złoty Mikrofon, przyznawany od roku 1969 – otrzymał w roku 2007 za jak napisano w uzasadnieniu Kapituły: erudycję, kulturę antenową i wybitną rolę w popularyzacji muzyki klasycznej. W roku 2008 otrzymał nagrodę Rady Programowej Polskiego Radia za cykl Poranków Jedynki – koncertów dla dzieci, transmitowanych ze Studia im. Witolda Lutosławskiego co tydzień przez ponad dwanaście miesięcy. W roku 2010 był jurorem medialnego Nobla – konkursu Prix Italia, rozgrywanego w trzech głównych kategoriach: radia, telewizji i internetu. Miał jeszcze plany związane z tym konkursem, bo jak pisał na swojej stronie „Przede mną jest tylko jeszcze jedno trudne zadanie – nie tyle być jurorem, ile zdobyć Prix Italia.” Niestety na to nie starczyło mu już czasu. Choć jak go znam, tam gdzie teraz jest z pewnością tworzy tę kolejną konkursową audycję.

Piotr oczami innych:

„- Przez wiele lat na radiowej antenie Piotr Orawski wspaniale łączył popularyzację muzyki klasycznej z przekazywaniem istotnych i szczegółowych informacji na jej temat. Jego kultura słowa i sposób prowadzenia narracji sprawiały, że słuchacz wręcz chłonął każde jego zdanie. Umiejętnie potrafił dotrzeć zarówno do wytrwałych melomanów, jak i słuchaczy dopiero rozpoczynających swoją przyjaźń z muzyką tzw. „poważną”. Będziemy pamiętać Jego ciepły głos, wspaniałą dykcję i spokojny, wyważony sposób prowadzenia każdej rozmowy, a przede wszystkim jego wielką miłość do muzyki” – Małgorzata Małaszko Dyrektor Programu 2 Polskiego Radia.

„- Był świetnym, trudnym studentem. Pamiętam go z seminarium jako utalentowanego człowieka z kolczykiem w uchu. Już wtedy wiedziałem, że nie dam sobie z nim rady – mówił z kolei profesor Mirosław Perz, wykładowca zmarłego w nocy z poniedziałku na wtorek dziennikarza oraz muzykologa. – Niestety za talent często się płaci. Tak było w przypadku Piotra… – dodaje”

 „Wśród seminarzystów Pani profesor krążyła taka anegdota o Piotrze Orawskim, który mimo niewielkiej różnicy wieku, był dla nas postacią już legendarną. Mianowicie pewnego razu na egzaminie u Pani profesor zapędził się i podał inną liczbę suit klawesynowych, niż w rzeczywistości Jerzy Fryderyk Haendel skomponował. Pani profesor Poniatowska oczywiście natychmiast błąd wychwyciła, ale jak mówiono Piotr Orawski nie tracąc rezonu odwrócił się do klawiatury fortepianu, który zawsze stał w gabinecie Pani profesor i powiedział: „ależ Pani profesor przecież, proszę bardzo: preludium, gawot i pasakalia”. No i oczywiście, Pani Profesor jak każdy naukowiec w obliczu niepodważalnych dowodów zmuszona była uznać tę nieistniejącą suite klawesynową Haendla. Piotr Orawski, oczywiście wyszedł z najwyższą oceną. Wychodząc z gabinetu Pani profesor zarzucił na plecy ten swój słynny szalik i powiedział „całkiem nieźle skomponowałem tę suitę””. – Krzysztof Komarnicki Muzykolog

 W pamięci osób, które się z nim zetknęły zapisał się jako postać niezwykła, trochę nie z tego świata i nie przystająca do swoich czasów. – On był arystokratą ducha – opowiadał w Dwójce dziennikarz Wojciech Ossowski, który razem z Piotrem Orawskim studiował muzykologię. – Podczas gdy my się „uczyliśmy”, on naprawdę „studiował”, przez co nie był łatwym studentem. Potrafił zaleźć wykładowcom za skórę.

Reklamy